Czarnogóra - dzień 1. - Czarnogóra - pierwsze zwiedzanie Budvy. - Blog Andrzeja Wysockiego
login: hasło:
REKLAMA:


Dodał: Andrzej  w dniu: 2012-06-25

Czarnogóra - dzień 1.


Czarnogóra - pierwsze zwiedzanie Budvy.



Na pierwszy rzut w moim blogu pójdzie niewątpliwie jedna z najciekawszych moich wycieczek, która rozpoczęła się 8 lipca 2011r. - Czarnogóra. Kraj bardzo młody (niepodległość od 2006r.), bardzo mały (powierzchnia porównywalna z powierzchnią województwa lubuskiego) i dość nieliczny ludnościowo (troszkę więcej tam ludzi żyje niż we Wrocławiu). Jednak atrakcje, które w sobie zawiera, są tak skoncentrowane na jego powierzchni, że ciężko jest je wymienić a co dopiero zwiedzić w przeciągu 10 dni w czasie których tam byłem z Monią. Niesamowity jest ten kraj.
Nasze zwiedzanie zaczęło się prawie 2 dni wcześniej, gdyż jechaliśmy tam autokarem, który pomimo (jak na autokar) sporych prędkości potrzebował bodajże 30 godzin aby dotrzeć z Łodzi do Budvy w której mieliśmy zakwaterowanie. W międzyczasie oczywiście zwiedzanie przez szybę kilku krajów i stąpanie praktycznie również po każdym przez które przejeżdżaliśmy (chwilowe przerwy na rozprostowanie kości i ew. posiłek dla współtowarzyszy podróży, którzy tłumnie i chętnie oblegali bary szybkiej obsługi której logo jest żółta litera M :)
Do Budvy dotarliśmy jakoś tuż po południu. Od rezydenta dostaliśmy informację, że możemy się rozgościć w naszych pokoikach i po paru godzinach będzie zebranie na którym wszyscy mają się stawić. Więc szybciorem obejrzeliśmy naszą klitkę i popędziliśmy nad morze, które jedynie widzieliśmy przejazdem z autokaru. Plaża okazała się kamienista ale zupełnie nam to nie przeszkadzało, ponieważ wszystko wokół zdecydowanie nadrabiało tą jedną niedogodność (no dobra, jeszcze na mniej uczęszczanych plażach sporo jeżowców jest).

Plaża w Budvie.
Plaża w Budvie.

Zrobiliśmy małą rundkę po plaży i okolicy ale że czas płynął szybko, to doszliśmy do wniosku, że należy wracać do willi na zebranie. Tu pojawił się problem... nie za bardzo wiedzieliśmy gdzie dokładnie jesteśmy i gdzie jest nasza willa :) Po zbyt długim błądzeniu dotarliśmy na ostatnią chwilę na miejsce, żeby się dowiedzieć, że rozpoczęcie zebrania opóźni się bodajże o 1 godzinę.
Zaraz po zebraniu, na którym nasz super wypasiony rezydent Wojtek objaśniał jakieś pierdoły, popędziliśmy na dłuższe zwiedzanie. Należy nadmienić, iż Budva to krajowe centrum turystyki. To tutaj znajdziecie najlepsze, największe, najpiękniejsze... dyskoteki :) Pełno różnistych fast-foodów, tandetnych pamiąteczek, dziwnie wymalowanych dziewczyn i muskularnych facetów. Do tego sporo jachtów z których wydobywa się głośna muzyka. A przed nimi gromadki dziewczyn liczących chyba na to, że w którymś z nich jest "boski Leo"... bo tak wypatrywały wszelkich ludzi znajdujących się w nich. No albo chciały się wkręcić na jachtową imprezkę :)

Monia przy Budviańskiej palmie.
Monia przy Budviańskiej palmie.

...nie wiedzieć czemu, ale jak jakąś widzi to MUSI mieć przy niej zdjęcie... no to ma.

Straganik z pamiątkami w Budvie.
Straganik z pamiątkami w Budvie.

Z początku sam w swoisty sposób podnieciłem się mnogością sklepików i kramików z pamiątkami... ale okazało się, że praktycznie wszystkie mają dokładnie to samo. Wystarczyły by dosłownie 3-4 budki z nimi a nie kilkadziesiąt. Zazwyczaj owe pamiąteczki były zwykłe, proste, kiepsko wykonane i równie kiepsko wyglądające, ale zdarzały się swoiste perełki, jedne za kilka Euro, inne z jakąś kosmiczną ceną, pewnie dedykowaną na nowobogackich ludzi z Rosji, których tam było więcej niż jakiejkolwiek innej narodowości.

Budviańska wodna taksówka. Jedna z wielu znajdujących się tam.
Budviańska wodna taksówka. Jedna z wielu znajdujących się tam.

Szybko minęliśmy budkowe pierdółki i popędziliśmy dalej w stronę Starego Miasta, mijając po drodze różne nadbrzeżne atrakcje i widoki.

Widok na plaże Budviańskie z okolic portu w Budvie.
Widok na plaże Budviańskie z okolic portu w Budvie.

Zerknięcie przez ramię w oddalające się widoki za naszymi plecami.

Wyspa Sveti Nicola w Budvie.
Wyspa Sveti Nicola w Budvie.

Bardzo ciekawie wyglądająca wyspa, mamy w planach na nią popłynąć.


Dalsza część ciutkę niżej, pod reklamą:


Oto dalsza część wpisu:



Jachty w porcie Budviańskim.
Jachty w porcie Budviańskim.

A oto westchnienia większości przechodzących tamtędy ludzi. No ładne, ale żeby siedzieć po kilka godzin i wpatrywać się w nie? Nie dla mnie.
No i dotarliśmy do Starego Miasta. Niesamowite miejsce. Z jednej strony niezaprzeczalny zabytek mający częściowo ponad 2500 lat a z drugiej zwykłe miejsce mieszkalne dla ludzi. Ot zwykłe osoby wracające z zakupami do swoich domów, inne prowadzące własne sklepiki tuż pod oknami swoich domów. Wąskie uliczki, chłód kamieni (w ciągu dnia na zewnątrz temperatury przekraczały 30°C a na tych wąskich uliczkach było podejrzewam z 10°C mniej), różnorakie sklepiki czy miejsca do zjedzenia małego co nie co. Bardzo przyjemnie się tam spacerowało więc wracaliśmy tam jeszcze kilkukrotnie.

Typowa szerokość uliczek w Starym Mieście w Budvie.
Typowa szerokość uliczek w Starym Mieście w Budvie.

Jeden z kościołów w Starym Mieście w Budvie.
Jeden z kościołów w Starym Mieście w Budvie.

Minęliśmy Stare Miasto (zatłoczone o tej porze dnia a raczej wieczoru) i udaliśmy się dalej w poszukiwaniu tancerki, poniekąd symbolu Budvy, który można spotkać na praktycznie każdej widokówce miasta i na większości widokówek Czarnogóry. W naszej niewiedzy minęliśmy właśnie plażę na której w ciągu dnia leniuchują ludzie a wieczorkiem zwijane są leżaki, rozstawiane są stoliki i krzesełka - od przyszłych wieczorów do końca naszej wizyty w tym mieście, będzie to nasz ulubiony "lokal" w którym z dala od hałasów bawiącego się miasta a przy szumie fal, można wypić zimne piwko za przystępną cenę.

Stare Miasto w Budvie i wyspa Sveti Nicola.
Stare Miasto w Budvie i wyspa Sveti Nicola.


Pomnik tańczącej dziewczyny w Budvie.
Pomnik tańczącej dziewczyny w Budvie.

No i dotarliśmy, pomnik tańczącej dziewczyny. Jedni twierdzą, że to ku pamięci dziewczęcia, które tu utonęło, inni twierdzą, że to po prostu zwykły pomnik. Nie wiem, ale podobno trzeba ją pogłaskać gdzie tam się komu podoba - na szczęście. Tu tego nie widać, ale jest wygłaskana należycie. Pewnie dlatego wszyscy wokół tacy uśmiechnięci chodzą :)
Wracając w stronę naszej miejscówki trafiliśmy na koncert. Grali i śpiewali muzycy z południa Afryki, ale nie jestem pewien czy RPA czy innego kraju. Grunt, że grali bardzo fajną muzykę i równie fajnie śpiewali. Przystanęliśmy sobie i z co najmniej pół godzinki patrzyliśmy i słuchaliśmy. Aż się nie chciało odchodzić.

Festiwal afrykański... czy coś takiego. W Budvie.
Festiwal afrykański... czy coś takiego. W Budvie.


Festiwal afrykański... czy coś takiego. W Budvie.
Festiwal afrykański... czy coś takiego. W Budvie.

Tak minął nasz pierwszy dzień. Już nie mogliśmy się doczekać następnego.
Więcej fotek jest w galerii Moni gdzie zapraszam, a już za kilka dni drugi dzień naszego pobytu w Czarnogórze, nowe zdjęcia, nowe emocje :)
POLUB TEN WPIS:




Skomentuj ten wpis:
Twoje imię:

Podaj adres swojej strony WWW, jeśli posiadasz:

Wpisz hasło uwierzytelniające (info pod formularzem)

Twój komentarz:

UWAGA! Z racji zbyt częstego dodawania komentarzy przez różniste boty spamowe, zmuszony zostałem do zastosowania hasła aby spróbować wyeliminować ten proceder. Aby dodać komentarz, musisz w odpowiednie pole w formularzu wpisać słowo komentarz. Komentarz nie zostanie dodany, jeśli słowo zostanie źle wpisane.
Brak komentarzy do tego wpisu.
Na skróty:
strona główna
blog
oferta
kontakt
Przyjaciele:
Zacisze Literackie   Kobiece Fanaberie   foto.adamczyk.pl
"Ja" Doskonały
Strona Rafała Głębowskiego
Blog Rafała Głębowskiego
Warto zajrzeć:
CyberFoto.pl
Canon-Board.info
plfoto.com
Moni galeria
Moje miasteczko :)
Ostatnie wpisy na blogu:
Toruń 2015r.
Ciechocinek 2015r.
Płock 2015r.
Płock 2015r.
Płock 2015r.
Moje zabawy:
Logic
Wyścigi
Kolorki
Dowcipy
Sudoku