Tatry 2012r. część 2. - Tatry 2012 - Wejście na Giewont przez Dolinę Małej Łąki. Przysłop Miętusi. - Blog Andrzeja Wysockiego
login: hasło:
REKLAMA:


Dodał: Andrzej  w dniu: 2012-08-03

Tatry 2012r. część 2.


Tatry 2012 - Wejście na Giewont przez Dolinę Małej Łąki. Przysłop Miętusi.



Dzień drugi naszego pobytu w Zakopcu. Wstajemy skoro świt, pakujemy manatki i wyjeżdżamy w następną dość lekką trasę. Dziś pędzimy w stronę Giewontu. Nasza "narodowa" góra jeszcze nigdy nie była przeze mnie zdobyta wcześniej. Więc korzystając z okazji, że jest czas na zaprawę przed wejściem na o wiele poważniejszy szczyt, doszliśmy do wniosku, że w sumie to czemu by nie wejść na chyba najsławniejszą a już zdecydowanie najbardziej rozpoznawalną górę naszego kraju?
Nie wchodzimy jak większość turystów czerwonym szlakiem przez Dolinę Strążyńską, tylko udajemy się trochę dalej do Doliny Małej Łąki i stamtąd żółtym szlakiem idziemy w stronę skrzyżowania szlaków z Kopy Kondrackiej oraz Kondratowej Doliny.
Na początku bardzo monotonnie po płaskiej drodze, gdzie możemy sobie popodziwiać otaczające nas góry i skąd już na początku zaczyna być widoczny cel naszego spaceru.

Widok z Doliny Małej Łąki.
Widok z Doliny Małej Łąki.

Widok z Doliny Małej Łąki.
Widok z Doliny Małej Łąki.

Widok z Doliny Małej Łąki.
Widok z Doliny Małej Łąki.


Minąwszy Małą Łąkę, szlak zaczyna iść trochę bardziej stromo pod górę i już po chwili okazuje się, że jesteśmy całkiem wysoko jak na tak niemęczący początek.

Tu zaczyna szlak wreszcie iść do góry.
Tu zaczyna szlak wreszcie iść do góry.


Krótkie spojrzenia w różne strony, głównie za nas i pędzimy dalej :)

Zerknięcie do tyłu. Na dole w oddali fragment Małej Łąki.
Zerknięcie do tyłu. Na dole w oddali fragment Małej Łąki.

Szlak z Kondratowej Doliny w stronę szlaku na Giewont.
Szlak z Kondratowej Doliny w stronę szlaku na Giewont.


Wreszcie dotarliśmy do skrzyżowania. Sporo nadciągających ludzi stąd widać, więc krótka sesja dla Moni, parę szybkich fotek, zjedzona czekolada i idziemy dalej.

Giewont ze skrzyżowania szlaków pod nim.
Giewont ze skrzyżowania szlaków pod nim.



Dalsza część ciutkę niżej, pod reklamą:


Oto dalsza część wpisu:



Ale nasze dalsze wspinanie się nie trwa długo, dostrzegamy małą polankę wolną od ludzi, za to obfitującą w fajne widoki, więc postanawiamy jednak na troszkę znów się zatrzymać. Parę fotek, nacieszenie się widokiem i brniemy dalej, wiedząc, że już za chwilę zaczną się łańcuchy prowadzące już na szczyt.

Widok w stronę Kondratowej Doliny.
Widok w stronę Kondratowej Doliny.

Widok w stronę Kondrackiej Kopy.
Widok w stronę Kondrackiej Kopy.

Widok spod Giewontu.
Widok spod Giewontu.


Nasze wejście na szczyt jednak trochę dłużej trwało ze względu na ludzi, którzy szczerze pisząc okazali się idiotami. Podobno nie być na Giewoncie to jakiś wstyd (którego ja nigdy nie zaznałem, pomimo, że wszystkim na około mówiłem, że nie byłem na Giewoncie i w sumie nie zależy mi na wejściu na niego) i ludzie naprawdę za wszelką cenę chcą tam wejść. No bo przecież WSZYSCY tam wchodzą. Więc ludzie nieobyci zupełnie z górami, w bardzo kiepskich butach (chociaż na całe szczęście nie zauważyłem ludzi w japonkach) z małymi dziećmi, pchają się na górę. A tu niespodzianka, szlak jednokierunkowy z łańcuchami i zonk. Ludzie nie wiedzą co robić, jak iść, przecież nigdy wcześniej nie mieli styczności z takimi warunkami. Biedne dzieci czasem rozsądniej się zachowywały bo po prostu zaczynały płakać i mówiły, że nie chcą tam iść bo się boją ale nie, przecież kolejka już się z tyłu ustawiła a szlak jednokierunkowy, więc trzeba iść dalej. No i zamiast 5 minut na łańcuchach, spędziliśmy tam chyba 30 min.

Ale wreszcie weszliśmy. Ominęliśmy ludzi usadawiających się na "ścieżce" podejścia, znaleźliśmy sobie miejscówkę i mogliśmy odsapnąć (w sumie to nie wiadomo po czym, gdyż przy takim tempie wchodzenia nie ma opcji, żeby się zmęczyć) i znów ponapawać widokami. Znów parę fotek dla Moni, parę dla mnie (ale szczerze pisząc na tyle średnie widoki (ot Zakopane z góry)), że umieszczam tylko pamiątkowe zdjęcie Moni :)

Monia na szczycie Giewontu.
Monia na szczycie Giewontu.


Ludzi coraz więcej się schodziło, zaczynał się robić tłok na szczycie a co za tym idzie, dość niebezpiecznie. Więc zwinęliśmy manatki i ruszyliśmy na prawą stronę od krzyża, gdzie było zejście (wejście po lewej stronie krzyża) i niespodzianka. Tłum ludzi próbujących zejść, ale nieschodzących. Szybkie zajęcie miejsca w kolejce przez Monię a ja przeskoczyłem parę skałek obok, żeby zerknąć co się dzieje. No i oczywiście... Ci maruderzy, przez których staliśmy w kolejce do wejścia - schodzą. Oczywiście schodzenie jest cięższe niż wchodzenie... efekt - mega korek. Chyba z pół godziny minęło zanim zaczęliśmy schodzić. Powoli, ale szło. Potem po minięciu tych mega powolnych ludzi była chwila odsapnięcia (znaczy się schodziliśmy normalnym tempem) i znów koreczek. Mniejszy, bo więcej miejsc na minięcie się. A po skończonych łańcuchach już normalnym tempem do skrzyżowania z czerwonym szlakiem i skręt w niego, aby wrócić po prostu inną drogą.

Widoczek spod Giewontu.
Widoczek spod Giewontu.

Widoczek spod Giewontu.
Widoczek spod Giewontu.

Taki tam widoczek.
Taki tam widoczek.


Czerwonym szlakiem przy ładnych widokach doszliśmy do czarnego, skręciliśmy w lewo w stronę Doliny Małej Łąki, którą przecięliśmy, udając się na spotkanie z Przysłopem Miętusim.

Przysłop Miętusi.
Przysłop Miętusi.

Przysłop Miętusi.
Przysłop Miętusi.


I z Przysłopu Miętusiego już prosto niebieskim szlakiem do początku naszej wycieczki.

Szczerze pisząc to o ile sama wycieczka i przebywanie na szczycie Giewontu były naprawdę fajne i miłe, o tyle podejście na sam szczyt i zejście (odcinki łańcuchowe) z powodu nieznajomości trasy (w sensie: ojej, tu są łańcuchy, jak tu ciężko, nie wiem czy dam radę) przez innych ludzi i w konsekwencji zatorami i maruderami - słabizna. Oczywiście pisząc o tych maruderach mam na myśli naprawdę małą garstkę wspinających się w porównaniu do ogółu ludzi wchodzących, ale ta garstka potrafi obrzydzić wejście (i zejście) tym, którzy są obeznani z górami i przygotowani na takie wejście.

Nie dziwne, że to Giewont zbiera największe żniwo ofiar z pośród wszystkich Tatrzańskich szczytów. Serio, ludzie, nie pchajcie się na Giewont, jeśli nigdy wcześniej nie mieliście styczności z pochyłymi i stromymi szlakami (i łańcuchami)! Idźcie sobie gdzieś indziej POĆWICZYĆ (polecam wejście od Morskiego Oka na Szpiglasową Przełęcz i zejście do Doliny Pięciu Stawów Polskich a potem przez Dolinę Roztoki do asfaltu) a potem proszę bardzo, idźcie sobie na Giewont. Oczywiście pod warunkiem, że zejście ze Szpiglasowej Przełęczy uważacie za prościznę, bo wejście na Giewont (i zejście) jest trudniejsze. Najpierw zobaczcie czy lubicie i nie boicie się prostych łańcuchów a potem pchajcie się na łańcuchy Giewontowskie (które uważam również za proste, ale po prostu istnieją inne jeszcze prostsze) :)

Parę dodatkowych zdjęć z Monią z naszego spaceru u Niej w galerii.

Jeszcze bonusowy widok ze szczytu Giewontu:

Widok ze szczytu Giewontu.
Widok ze szczytu Giewontu.
POLUB TEN WPIS:




Skomentuj ten wpis:
Twoje imię:

Podaj adres swojej strony WWW, jeśli posiadasz:

Wpisz hasło uwierzytelniające (info pod formularzem)

Twój komentarz:

UWAGA! Z racji zbyt częstego dodawania komentarzy przez różniste boty spamowe, zmuszony zostałem do zastosowania hasła aby spróbować wyeliminować ten proceder. Aby dodać komentarz, musisz w odpowiednie pole w formularzu wpisać słowo komentarz. Komentarz nie zostanie dodany, jeśli słowo zostanie źle wpisane.
Brak komentarzy do tego wpisu.
Na skróty:
strona główna
blog
oferta
kontakt
Przyjaciele:
Zacisze Literackie   Kobiece Fanaberie   foto.adamczyk.pl
"Ja" Doskonały
Strona Rafała Głębowskiego
Blog Rafała Głębowskiego
Warto zajrzeć:
CyberFoto.pl
Canon-Board.info
plfoto.com
Moni galeria
Moje miasteczko :)
Ostatnie wpisy na blogu:
Toruń 2015r.
Ciechocinek 2015r.
Płock 2015r.
Płock 2015r.
Płock 2015r.
Moje zabawy:
Logic
Wyścigi
Kolorki
Dowcipy
Sudoku